wtorek, 11 kwietnia 2017

CZY WSPÓLNA PRACA PSUJE ZWIĄZEK ?

Dzisiejszy post jest dość nietypowy. Zresztą ostatnio mam ochotę na tego typu wpisy. Poruszę w nim temat wspólnej pracy na etacie oraz we wspólnej firmie. Jeśli czytacie mojego bloga na bieżąco, bądź śledzicie mnie w innych social mediach (instagram, snapchat) możecie się domyślić, że razem z Ł stworzyliśmy swoją firmę. To znaczy Ł ją stworzył ale tak formalnie bo od samego początku jej fundamenty budowaliśmy razem. Od jakiegoś miesiąca działamy na rynku jako spółka. Jesteśmy partnerami w biznesie oraz w życiu prywatnym. Na czym dokładnie polega nasza praca ? Głównie na kontaktach mailowych z klientami. Całymi dniami siedzimy przy komputerach odpowiadając na pytania, dokonując wycen itp. Generalnie wydaje się to być dość nudnym zajęciem, jednak myśl, że robisz coś dla siebie, a nie dla kogoś innego bardzo motywuje i napędza do działania. Jak też pewnie wiecie ciągle szukamy mieszkania i borykamy się z różnymi życiowymi problemami. Staramy się skupiać mocno na rozwijaniu naszej działalności stąd też nadal mieszkamy osobno. I kiedy jesteśmy osobno, a każde z nas ma swój rytm pracy wszystko między nami jest ok. Jednak w dniach kiedy jesteśmy praktycznie 24h na dobę razem dochodzi do niewielkich konfliktów. Wszyscy nasi znajomi mówią, że bardzo nas za to podziwiają, że jesteśmy w stanie razem spędzać tak dużo czasu (dla niektórych dużo oznacza ok. 7 dni w miesiącu po 24h dziennie). I sama nawet zaczęłam się zastanawiać jak lepiej byłoby dla nas, czy może jednak jedno z nas powinno z tego zrezygnować i zacząć pracę na etacie (swoją drogą najgorszy pomysł jaki kiedykolwiek przeszedł mi przez myśl :) bo dla naszej relacji tak byłoby korzystniej. Zaczęłam sama rozważać plusy i minusy takiej sytuacji aby dobrze ją przeanalizować (analizowanie to moje hobby, stety/niestety ale właśnie tak mam).
Jakie widzę plusy ?
- przede wszystkim wsparcie. Jeśli mamy założony wspólny cel to łatwiej jest do niego dążyć we dwójkę i każdemu z nas równo zależy na tym aby droga do jego osiągnięcia była w miarę prosta, krótka i przyjemna. Zatem zawsze wzajemnie się wspieramy i to wsparcie dotyczy nie tylko spraw firmowych ale mocno przekłada się na nasze życie osobiste.
- wspólne zainteresowania. Kiedy samodzielnie prowadzisz firmę to z reguły nie robisz w niej niczego pod przymusem, a raczej starasz się robić to w czym się spełniasz, co lubisz. Stąd mamy wiele tematów do rozmów, choć często po pracy również pojawia się temat klientów ale o tym później.
- wspólny rytm dnia. Kończymy i zaczynamy pracę równocześnie. Możemy w tym samym czasie wziąć urlop, wyjechać, nie uzależniamy się wzajemnie od siebie. Planując wakacje również jest łatwiej kiedy nie trzeba modlić się o zgodę szefa na kilka dni wolnego. Pracę nierzadko zabieramy po prostu ze sobą.
Taka sytuacja ma też wiele minusów, nad którymi uważam, że można z powodzeniem pracować.
Po pierwsze największym minusem według mnie jest to, że często każde z nas ma odmienne zdanie na jakiś temat i wówczas dochodzi do sprzeczek. Jest to zwykła wymiana zdań ale przez nasze ciężkie, uparte charaktery bywa różnie. Każdy chce pewne sprawy prowadzić po swojemu bo uważa, że jest to lepsze niż to co mówi druga strona. Ale myślę, że to nie ma nic wspólnego z tym, że razem pracujemy i takie sytuacje zdarzają się także w życiu osobistym. Kwestia temperamentów.
Kolejny minus to to, że czasami najzwyczajniej w świecie mamy siebie dość. Denerwuje nas nasza obecność i chcielibyśmy spędzić choć trochę czasu sam na sam. Dodatkowo potęguje to fakt, że nie mieszkamy razem i nie mamy do swojej dyspozycji całego mieszkania, w którym każdy zajmuje osobne pomieszczenie i robi co chce.
Poza tymi dwoma negatywnymi stronami nie znalazłam więcej rzeczy, które mogłyby psuć coś między nami przez pracę. Wszystko zależy od tego jacy jesteśmy i jakie mamy charaktery. Teraz trend zakładania wspólnych firm, biznesów w parach jest dość popularny. We dwójkę jest po prostu łatwiej.








sobota, 1 kwietnia 2017

CO ZROBIĆ ZE STARYMI UBRANIAMI ?

Dzisiejszy post dotyczy ubrań. Niepotrzebnych, starych ubrań, które zajmują miejsce w szafach, Ubrań, których już prawdopodobnie nie nosimy, które są na nas już za małe/za duże lub po prostu, które czekają w szafie na swój debiut ale pewnie nigdy się nie doczekają. Miałam problem z miejscem w szafie. Moja szafa nie jest wielka, ale jak ostatnio mogłam zauważyć bardzo pojemna. Długo zastanawiałam się co zrobić ze stertą ubrań, które już mi się nie podobają, które są na mnie za duże lub za małe. Z biegiem czasu zmieniają się nasze gusta i preferencje. To co podobało nam się rok temu dziś leży w szafie z przekonaniem, że nigdy w życiu tego nie włożymy. Jestem minimalistką, kocham minimalizm do przesady. Lubie mieć porządek w szafie (dla jasności porządek u mnie nie oznacza starannie poukładanych rzeczy - to zdecydowanie nie ja). Chodzi mi raczej o porządek w przestrzeni, która mnie otacza. Nadmiar rzeczy, nie potrzebnych, zbędnych jest dla mnie zwyczajnie przytłaczający. Jestem osobą, która kocha wyrzucać rzeczy i się ich pozbywać. Jako nastolatka sprzątając w swojej szafie, niepotrzebne ubrania odkładałam na bok po czym lądowały w wielkim worku i czekały na nowego właściciela. Przeważnie rozdawałam je znajomym. Dziś wiem, że to był błąd. I tak wiem, że to dobry uczynek itp. Ale z mojej perspektywy patrząc często naprawdę bardzo wartościowe dla mnie rzeczy oddawałam za darmo i tak naprawdę nie wiedziałam czy ktoś ich po prostu nie wyrzuci. Wiele razy musiałam się pozbyć rzeczy, na które długo odkładałam kieszonkowe, które miały dla mnie wartość sentymentalną bo np. sama na nie zarobiłam. I to było trochę przytłaczające ale z drugiej strony coś z tym wszystkim musiałam zrobić bo miejsce miałam zawsze ograniczone. Od jakiegoś czasu znalazłam sposób na ten swój mały "problem". A od kiedy go znalazłam wykorzystuje nagminnie. Rozwiązaniem okazała się sprzedaż rzeczy. W końcu internet jest tak wszechstronny, że można go wykorzystać również do tego. Pierwszym portalem, z którym miałam do czynienia jest szafa.pl. To pierwsze miejsce gdzie zaczęłam sprzedawać swoje stare ubrania. Sprzedaż tam oceniam jako średnio opłacalną. Niewiele udało mi się tam zarobić. Szafa.pl umożliwia promowanie swoich przedmiotów za niewielką opłatą. Dużą wadą szafy jest fakt iż kupujący nabywają rzeczy na zasadzie trochę sklepu. Czyli dodajesz rzecz do koszyka, płacisz, a pieniądze lądują u sprzedającego na jego profilu, z którego później dokonuje przelewu na swoje konto prywatne. Nie mam pojęcia czy są tam pobierane jakieś prowizję bo tak jak pisałam nie miałam zbyt długiego doświadczenia z tym portalem. Allegro też w moim przypadku odpada. Prowizje i opłaty za wystawienie przedmiotu są dość duże jak na to ile możemy zarobić. Nie oszukujmy się stare t-shirty nie są wart miliony i często kwoty jakie możemy za nie otrzymać są tak małe, że po odjęciu kosztów ich wystawienia zostajemy na minusie :) serio, serio :) bywało i tak.
Jakie miejsca zatem polecam ? Dla mnie przodującym miejscem do sprzedaży ubrań jest portal vinted.pl oraz OLX. Vinted to społeczność głównie dziewczyn, które wymieniają się ciuchami, sprzedają, kupują, a także doradzają sobie wzajemnie co do ich wyboru. Stąd postanowiłam skupić się głównie na sprzedaży w tym miejscu. Nigdy jeszcze nie miałam z tym żadnego problemu. Dziewczyny są dla siebie wzajemnie bardzo miłe, wszystkie transakcje przechodzą pomyślnie. I każdy jest zadowolony. I najważniejsze vinted nie pobiera żadnych opłat, ani za wystawienie przedmiotu ani prowizji za jego sprzedaż. To wielki plus. Kolejnym miejscem jest potral OLX. Na pewno każdemu dobrze znany. Tam również udało mi się zbyć kilka rzeczy jednak sprzedaż nie jest tak efektywna jak na vinted.




niedziela, 12 marca 2017

MASKI LOREAL * SZAMPON I ODŻYWKA Z GLINKĄ

Jakiś czas temu pojawił się tutaj wpis z moją recenzją maseczek w płacie Garnier. Wtedy także wspominałam o tym, że szykuję posta z maseczkami w formie tradycyjnej (kremowej). Dziś przedstawiam Wam maski z glinką, które są nowością marki Loreal. 
Testowałam dwie maski z linii Czysta glinka oraz szampon i odżywkę również z glinką.
Najbardziej do gustu przypadła mi maseczka wygładzająca (czerwona glinka). 
Maska ma formułę peelingu, zawiera drobinki, które podczas jej nakładania oraz zmywania delikatnie masują i peelingują skórę. Efekt jest rewelacyjny, skóra jest wygładzona, rozświetlona, miękka i przyjemna w dotyku. Tą maskę stosuję 3 razy w tygodniu, na zmianę z maską oczyszczającą. Obie maseczki są bardzo wydajne, choć na opakowaniu producent obiecuje, że jedno opakowanie wystarcza na ok. 10 użyć, ja stosuje je już długo i nadal mam połowę każdej z nich. 
Maska oczyszczająca naprawdę mocno oczyszcza. Używam jej rzadziej ze względu na jej dość silne działanie, produkty oczyszczające wysuszają moją skórę. Ale coś za coś, dzięki tej masce jest mocno oczyszczona, po jej stosowaniu używam dużej ilości kremu nawilżającego.
Czy polecam maski ? Jak najbardziej. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o ich przepięknych opakowaniach. Pięknie prezentują się na toaletce.


Szamponów Loreal Elseve używam już od dłuższego czasu, te z glinką są nowością (dzięki @lavende.drogeria miałam możliwość ich przetestowania). I co jest najbardziej zaskakujące oprócz tego, że zarówno szampon jak i odżywka spisały się na medal, zaskakujący jest fakt, że szampon najbardziej polubił mój Ł. Po jego użyciu stwierdził, że nigdy nie używał lepszego produktu do mycia włosów i jego włosy nigdy nie układały się tak dobrze. My kobiety z długimi włosami raczej zauważamy nawilżenie i odświeżenie, stąd taka opinia usłyszana od faceta, który nie zna się na kosmetykach ani też nie zwraca większej uwagi na to czy szampon, który stoi w łazience jest nowością w fazie testów czy stałym bywalcem jest naprawdę bezcenna. Loreal ma duży plus nie tylko u mnie ale i u mojego Ł :) za całą gamę produktów z glinką.








środa, 8 marca 2017

DZIENNIK FIT #2 WALKA Z NISKIM CIŚNIENIEM

Ostatnie dni są dla mnie mega ciężkie. Totalny brak siły, energii a co za tym idzie spadek formy i motywacji. Być może to za sprawą przesilenia wiosennego, o którym nie każdy wie i nie każdy jest świadom, że coś takiego istnieje. Beznadziejne pogody, szaro, ponuro, raz ciepło, raz zimno, a podobno w niektórych częściach Polski nawet spadł śnieg. Na szczęście nie u mnie. Do tego wszystkiego ostatnio prześladuje mnie wyjątkowo niskie ciśnienie. Od zawsze byłam niskociśnieniowcem, jednak nie przeszkadzało mi to w życiu aż tak jak teraz. Mój dzisiejszy wynik to 90/45 i serio, na nic nie mam siły, ciągle kręci mi się w głowie i ostatnia rzecz o jakiej myślę to trening. W przypadku niskociśnieniowców trening jest często zbawieniem bo aktywność fizyczna podnosi ciśnienie i dzięki niej dostajemy mocnego kopa do działania. Jednak w moim przypadku muszę mocno uważać jakie ćwiczenia wykonuje w takie dni jak np. ten dzisiejszy kiedy to ciśnienie jest bardzo niskie, przy nagłych ruchach lub zmianie poziomów ćwiczeń (z leżącego na stojący i odwrotnie) często robi mi się ciemno przed oczami i muszę zakończyć trening. Dlatego ważne jest aby ćwiczenia w takie dni były lżejsze i raczej wykonywane w jednym poziomie, np. tylko na leżąco, a po skończonym treningu nigdy nie wstaje z maty od razu na równe nogi, zawsze chwilkę leżę i odpoczywam aż mój organizm ochłonie i odpocznie. Do tego piję ostatnio naprawdę dużo wody. Nawet nie mam siły pisać tego posta :) Dlatego już kończę. Dodam tylko, że ćwiczenia dobieram sobie sama i sama obserwuje swój organizm, jeśli coś przynosi efekty to to kontynuuje, jeśli nie zmieniam na inne ćwiczenie. Do następnego, mam nadzieje, że już z lepszym samopoczuciem :)



sobota, 25 lutego 2017

MASKI GARNIER MOISTURE * CERA SUCHA


Dziś post, który miał pojawić się już tydzień temu jednak opóźnienie spowodowały drobne problemy techniczne. Stąd cisza na blogu. Przechodząc jednak do rzeczy, jakiś czas temu testowałam dwie maski marki GARNIER. Maski przeznaczone są do cery suchej czyli dokładnie takiej jakiej jestem posiadaczką. Są to maski w płacie, co zdecydowanie ułatwia aplikacje i nie "brudzimy" całej twarzy i włosów tak jak to bywa w przypadku tradycyjnych maseczek (choć i takiego rodzaju dwie perełki niedługo Wam przedstawię). Dla mnie są idealne nie tylko ze względu na formułę i metodę aplikacji ale również ze względu na ich zbawienne działanie, mocne nawilżenie bez pozostawienia na cerze tłustego filmu. Różowa maska GARNIER MOISTURE + COMFORT ma na celu nawilżenie i wygładzenie. Niebieska zaś GARNIER MOISTURE + AQUA BOMB przeznaczona jest do cery mocno przesuszonej. Cała gama masek GARNIERA zawiera 3 różne ich rodzaje. Jest jeszcze maska w kolorze zielonym GARNIER MOISTURE+ FRESHNESS - odświeżająca. Masek używałam za każdym razem na noc na dobrze umytą twarz, trzymałam według zaleceń jakie znajdują się na opakowaniu 15 minut (a nawet kilka minutek dłużej), po ich zdjęciu, pozostałość maski wmasowałam w skórę. Zapewne najbardziej interesuje Was efekt działania maski. Otóż jestem jak najbardziej na tak. Super nawilżenie, a przy tym brak tłustego filmu na twarzy. Cera wygląda ładnie, promiennie, jest nawilżona i rozświetlona. Nie próbowałam jeszcze używać jej w ten sposób ale myślę, że będzie idealna pod makijaż przed jakimś wielkim wyjściem, dlatego, że nadaje skórze zdrowego blasku, makijaż na tak rozświetlonej cerze będzie wyglądał bardzo świeżo.
Cena maski nie jest wysoka, 10-12 zł w zależności od tego gdzie ją kupimy.
Gorąco polecam :)





wtorek, 14 lutego 2017

A-DERMA DERMALIBOUR * DROGERIA SYRENKA

Ostatnio mam coraz więcej czasu na rozwijanie bloga. Być może także więcej chęci :) W końcu robi się już całkiem fajna pogoda, słońce zaczyna świecić coraz mocniej. To wszystko ma na mnie bardzo pozytywny wpływ. Dziś postanowiłam napisać krótko i na temat o jednym z lepszych produktów jakie ostatnio miałam okazję testować. Jak widać po tytule posta będzie to krem marki A-derma z serii Dermalibour. Jest to krem regenerujący, który w swoim składzie zawiera miedź i cynk. Produkt przeznaczony jest do skóry podrażnionej i uszkodzonej, brzmi idealnie jeśli chodzi o aktualną porę roku. Krem ma dość gęstą konsystencję i stosuje się go miejscowo. Ja używałam go na przesuszone miejsca na twarzy oraz szyi. Po ok. 2 tygodniach regularnego stosowania zauważyłam efekty. Skóra stała się miękka, nawilżona i zregenerowana.
Krem nie należy do drogich, wysokopółkowych produktów co też jest jego wielką zaletą.
Można go dostać w drogerii internetowej http://www.drogeriasyrenka.pl

Cena to 29.99zł









poniedziałek, 13 lutego 2017

ZAKOPANE * GOSCINIEC SKUPNIOWKA * PRZEDWALENTYNKOWY WEEKEND

Weekend postanowiliśmy spędzić w górach. Wyjechaliśmy do Zakopanego w piątek wieczorem. Długo szukaliśmy noclegu, dlatego że zwlekaliśmy z tym jak zawsze do ostatniej chwili. W środę przed wyjazdem udało nam się zarezerwować dwie noce w przepięknym, klimatycznym gościńcu "Skupniówka". Już po zdjęciach jakie widzieliśmy na stronie www tego miejsca wiedzieliśmy, że trafiliśmy w dziesiątkę. Same pozytywne opinie gości, wysokie oceny.. i naprawdę warto :)
Zresztą zobaczycie na zdjęciach jak to wszystko wyglądało. Po przyjeździe przemiła Pani Bożena poczęstowała nas gorącą herbatą i udzieliła nam wskazówek co do przebiegu naszej wizyty w Zakopanem. Mieliśmy dla siebie duży, przestronny pokój i dość dużą łazienkę. Gwoździem pobytu było cudownie podane śniadanie. Gorąco polecam to miejsce każdemu, kto lubi oryginalność i klimatyczne miejsca.














czwartek, 2 lutego 2017

DZIENNIK FIT #1 WSPÓŁPRACA Z DIETETYKIEM ONLINE

Od listopada 2016 roku zaczęłam zagłębiać się w tematykę zdrowego żywienia, zdrowego stylu życia, siłowni, treningów oraz suplementacji. Od 2012 roku robiłam treningi w domu, trwały od 30min do czasami 2h. Niewiele jadłam w tym okresie i niezbyt dobrze się czułam, nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Często brakowało mi energii. Inspiracje do ćwiczeń czerpałam głównie z YouTube'a, a za moją największą mentorkę i motywatorkę przyjęłam Mel B. Jej treningi są przyjemne, a przede wszystkim skuteczne bo naprawdę widziałam efekty. W 2013 roku poznałam mojego Ł. Zaczęliśmy często wyjeżdżać i właściwie "żyć na walizkach". Związek na odległość często zmusza nas to totalnej zmiany trybu życia. I tak byłam na siebie zła bo od poniedziałku do czwartku starałam się trzymać dietę i ćwiczyć. Jednak weekendy były zupełnie inne. Wyjścia do restauracji, jedzenie na mieście, podróże, jedzenie gdziekolwiek, cokolwiek się da byle nie być głodnym. Efekty tego zaniedbania było widać od razu. W 2016 roku, jakoś końcem października stwierdziłam, że chcę zacząć od nowa i zawalczyć o siebie. Zgłosiłam się do dietetyczki. Dlaczego do dietetyczki, a nie trenera personalnego ? Chciałam zacząć od diety. Przez te wszystkie miesiące niezdrowego trybu życia zaczęłam się źle czuć. Miałam mało energii i często robiło mi się zwyczajnie słabo. Czułam po swojej skórze, że czegoś jej brakuje, kąciki ust zaczęły mi pękać wiedziałam już wtedy, że w moim organizmie dzieją się dziwne, złe rzeczy. Napisałam do dietetyczki, opisałam dokładnie swój problem, wypełniłam kwestionariusz i tak otrzymałam swoją indywidualnie rozpisaną dietę. Na czym zależy mi najbardziej ? Przede wszystkim na lepszym samopoczuciu. Zdałam sobie sprawę z tego, że to jak traktuje swoje ciało przekłada się na jego wygląd. Jeśli mam być zdrowa, czuć się dobrze, a do tego świetnie wyglądać to  jak najbardziej chce z tego skorzystać. Postanowiłam dzielić się moimi poczynaniami tutaj na blogu.

środa, 25 stycznia 2017

SANOK * SOLINA W ZIMIE

Mieliśmy wielkie plany na zwiedzanie, jednak służbowe sprawy zajęły więcej czasu niż zakładaliśmy. I tym właśnie sposobem pojechaliśmy nad Solinę po godzinie 15:00. Jak sami pewnie się domyślacie zanim dojechaliśmy na miejsce było już dość, może nie ciemno ale szarawo :)
Zobaczyliśmy tony śniegu, wielkie zaspy, których ani w Krakowie ani w Nowym Sączu w tym roku jeszcze nie było, przepiękne zimowe krajobrazy i w zasadzie tyle. Było mega zimno i nawet nie chciało nam się opuszczać nagrzanego samochodu. Nad Solinę na pewno wrócimy latem lub wiosną.







piątek, 20 stycznia 2017

MAM OCHOTĘ ZBUDOWAĆ IGLOO !

Hej, witajcie po dość długiej przerwie. Nowy Rok rozpoczął się bardzo dobrze. Wszystko zaczyna się układać coraz lepiej, a szczęście i uśmiech nas nie opuszczają. Jesteśmy właśnie w Sanoku. Wyjechaliśmy w sprawach służbowych, jeśli szukacie śniegu, dużo dużo śniegu koniecznie się tutaj wybierzcie :) Przyjechaliśmy wczoraj wieczorem, zostajemy do jutra, zatrzymaliśmy się w Zajeździe Sanockim. Bardzo ciężko znaleźć tutaj nocleg. Sam Sanok nie jest dużym miastem, w porównaniu do dobrze nam znanego Krakowa to małe, ale bardzo urokliwe miasteczko. Ł jest dziś na ważnym spotkaniu, a ja czekam na niego w pokoju, dlatego też postanowiłam się odezwać, będąc w domu nie mam zbyt wiele czasu na pisanie postów. Plan na dzisiejszy dzień jest taki, że po powrocie Ł jedziemy na obiad i trochę pozwiedzać. Bieszczady są przepiękne o tej porze roku.

 Mam nadzieje, że uda mi się wrzucić jakieś zdjęcia z wyjazdu.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

NOWY ROK * NOWE PLANY * NOWE CELE

Jest dopiero 19 grudnia. Dopiero albo aż 19. W krótkiej przerwie w pracy usiadłam do komputera żeby napisać tego posta. Dlaczego właśnie teraz ? Bo właśnie teraz przechodzą mi przez głowę rzeczy, które wiem, że muszę gdzieś zapisać. Każdy początek nowego roku to wielka ekscytacja, wielkie nadzieje i pomysły. Mimo, że jest on tak naprawdę tylko datą w kalendarzu traktujemy go wydaje mi się dość poważnie. Dla mnie ten czas jest czasem wielkiego planowania i kalkulacji, tego czego nie udało mi się osiągnąć w starym, odchodzącym już roku. Podobno jak to jak zaczniemy nowy rok będzie rzutowało na to jak będzie wyglądał on cały. Dlatego ja postanowiłam zacząć go pracowicie. Styczeń będzie dla mnie miesiącem przełomowym, jeśli wszystko co zaplanowałam pójdzie ok. To miesiąc, który pokaże, mam taka nadzieje, że pokaże czy warto było się stresować, myśleć, tracić swój czas w starym roku na pewne rzeczy, o których na razie nie chcę tutaj pisać :)
Jeśli chodzi o bloga także planuje wielkie zmiany. Planuję przejść na swoją własną domenę, chcę się przyłożyć, więcej poświęcać czasu dla wpisów, aby były przyjemne dla oka, i wartościowe.
Myślę także nad kilkoma innymi kwestiami, jednak aby nie zapeszać wolę zostawić to dla siebie.



Sweterek - H&M
Rajstopy - na pewno poświęcę im cały wpis są genialne, MONA http://www.monacollection.pl/
Szpilki - @evefashion.pl  http://evefashion.pl/

sobota, 17 grudnia 2016

PALMERS - SERUM SKIN THERAPY OIL

Jakiś czas temu miałam okazję testować serum do twarzy mojej ulubionej marki jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Nigdy nie miałam niczego do twarzy z Palmersa, chociaż zdarzyło mi się stosować olejek na rozstępy właśnie na przebarwienia i byłam zadowolona. Na opakowaniu mamy informację, że poprawa wyglądu skóry powinna się pojawić po ok. 8 tygodniach. Stosuję serum ponad miesiąc, więc ok. 4 tygodni. Jednak już po tak krótkim czasie chciałam się z wami podzielić moimi doświadczeniami z tym produktem. Serum ma formułę olejku, przepięknie pachnącego różami. Jest dość płynne i tłuste, ale bardzo dobrze się wchłania. Aplikujemy je z buteleczki za pomocą pipety. Nie będę rozpisywać się na temat jego stosowania zbyt wiele, ja używam go zawsze na noc.
Najważniejsze jest to jakie efekty uzyskałam :) Bardzo mocno nawilżona cera, Serum nakładałam także na usta, zrobiły się miękkie i bardzo gładkie. Skóra w dotyku jest bardzo przyjemna szczególnie rano po przebudzeniu. Serum pomogło w pozbyciu się przebarwień, z którymi żaden inny kosmetyk nie poradził sobie. 
Czy polecam ten produkt ? Jak najbardziej, jeszcze nigdy nie zawiodłam się na kosmetykach marki Palmers i mam nadzieje, że nie zawiodę.